28.04.2026 r.
Cały blog jako bezpłatny eBook w formacie pdf.
Konto na Facebooku założyłem w roku 2008, żeby się komunikować ze znajomymi. Sporadycznie z tego korzystałem. Dopiero 6 lat temu postanowiłem publikować moje wpisy także na tej platformie. Co się stało potem? Opisałem to w artykule Cenzura Facebooka. Później przyszła udawana odwilż i pan Zuckerberger obiecał: Nigdy więcej cenzury!! Szczegóły znajdziecie tutaj. Hasło jest do dzisiaj aktualne, ale w lekko zmienionej formie: Nigdy więcej bez cenzury!

Moje wpisy na platformie Facebooka, były mocno ograniczane, a dokładnie ich zasięg. Stosowany shadowbanning powodował, że moje nowe wpisy były widoczne dla znajomych dopiero po kilku dniach lub wcale. Było sporo osób, które mimo tych sztuczek docierali tą drogą do moich wpisów. Ze statystyk wynikało, że około 1% moich czytelników stosowało taką drogę. Stosowało, ponieważ dwa miesiące temu zaproponowano mi zrobienie selfie, żebym dowiódł, iż nie jestem krokodylem. Opisałem to w artykule: Kontrola przez pieniądze.
Założyłem więc inne konto na moje prawdziwe jak przy poprzednim nazwisko. Po miesiącu, kiedy publikowałem artykuły w podobny sposób jak wcześniej, pojawił się „techniczny” problem. Facebook żąda zameldowania i każda taka próba kończy się czekaniem bez końca. Postanowiłem więc nie walczyć więcej o dostęp do platformy, którą zawsze uważałem, za nie najlepszą aplikację. Jest to moja subiektywna ocena. Mimo wszystko jest także oceną fachowca.

Nie mam możliwości otworzyć nawet linków do Facebooka. Mógłbym co prawda założyć jakieś fałszywe konto, ale nie chcę. Proszę mnie źle nie zrozumieć – nie krytykuję tych, którzy ukrywają swoją tożsamość. Jest wystarczająco dużo powodów, by tak postępować.
Jeśli ktoś uzna, że jestem dinozaurem, nie będę miał do niego żalu, pod warunkiem, że będzie to jeden z potężniejszych prehistorycznych gadów. Na przykład T-Rex. Naturalnie żartuję. Niełatwo można mnie obrazić – trzeba się naprawdę bardzo wysilić.
Jest pewna niespójność w moim zachowaniu: z jednej strony występuję pod moim prawdziwym nazwiskiem i publikuję wybrane przeze mnie własne zdjęcia, z drugiej strony nie chcę poddać się weryfikacji z użyciem kamerki komputerowej. Problem można wyjaśnić dobrowolnością tych działań. Bardzo cenię swoją wolność wyboru, którą wiele ludzi sprzedałoby chętnie za miskę ryżu lub używanie „darmowej” aplikacji.
Wprowadzenie cyfrowego dowodu tożsamości to nie postęp technologiczny. To instalacja punktu kontrolnego, przez który prędzej czy później każdy z nas będzie musiał przejść. Polityka UE toruje temu drogę i sprzedaje nam utratę wolności jako „bezpieczeństwo”. Każdy, kto wierzy, że ta infrastruktura będzie służyć wyłącznie do weryfikacji wieku, nie wyciągnął wniosków z ostatnich lat. Cyfrowe więzienie nie buduje się murami – instaluje się w nim wygodne aplikacje i certyfikaty „odpowiednie do wieku”.
Ten cytat pochodzi z wczorajszego artykułu na tkp.at: Tożsamość cyfrowa: stopniowe wprowadzanie przez Apple „dowodu cyfrowego” jako narzędzia kontroli. Źródło.

I kiedy wreszcie wyskoczymy z tego rondla?
Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com
<Jeśli podoba Wam się to, co piszę, bardzo pomogłoby dalszemu rozpowszechnianiu tych artykułów, gdybyście je udostępniali Waszym znajomym na mediach społecznościowych.
