1290. Rząd permanentnej wojny
1290. Rząd permanentnej wojny

1290. Rząd permanentnej wojny

02.06.2026 r.

Cały blog jako bezpłatny eBook w formacie pdf.

Wielu z nas zastanawia się jaką faktyczną władzę ma prezydent Stanów Zjednoczonych? Jest, jak sam to nazywa najpotężniejszym człowiekiem na świecie, czy miota się pomiędzy wpływami oligarchów organizujących permanentne spiski? A może ulega szantażowi największego sprzymierzeńca USA? Czy decyzje prezydenta, zwłaszcza te dotyczące wojny, są wynikiem jego wybujałego ego, a może realizuje demoniczny plan wykorzystania swoich wspaniałych „kart” made in China?

Najbardziej udane posunięcia Donalda Trumpa, to są spekulacje jego najbliższych na giełdzie. Jeśli jego chaotyczne wypowiedzi i ich kierunek jest wcześniej znany wybrańcom nieuczciwej fortuny, to jaki problem postawić na rosnące, albo zależnie od kapryśnych intencji pana prezydenta malejące akcje ropy? W ten sposób można „zarobić” olbrzymie pieniądze.

27 maja 2026 r. na rutherford.org został opublikowany artykuł: Rząd permanentnej wojny: kto tak naprawdę rządzi w Waszyngtonie? Źródło.

Konstytucja miała trzymać władzę na krótkiej smyczy. Kongres miał wypowiadać wojnę, kontrolować finanse, ograniczać władzę wykonawczą i odpowiadać przed społeczeństwem. Prezydent miał egzekwować prawo, a nie rządzić dekretami, prowadzić niewypowiedziane wojny ani służyć jako fasada dla imperium. Sądy miały służyć kontroli nadużyć władzy, a nie przyklepywać najgorsze nadużycia państwowego bezpieczeństwa narodowego.

Pokój nigdy nie wchodził w grę.

Każdy współczesny prezydent odziedziczył te same uprawnienia wojenne, te same tajne agencje, ten sam aparat reagowania kryzysowego, te same systemy nadzoru, tych samych dostawców sprzętu obronnego, te same zmilitaryzowane siły policyjne i to samo dwupartyjne uzależnienie od władzy bez ponoszenia odpowiedzialności. Trump nie stworzył stałego rządu wojennego. Odziedziczył go, pielęgnował, powiększał, czynił z niego broń i, jak każdy prezydent przed nim, stał się jego sprzedawcą.

Gdyby Trump przegrał wybory w roku 2024, to zamiast nadętego narcyza egocentryka, mielibyśmy bezmyślną wykonawczynię wszelkich poleceń Deep State. Także wojnę w Iranie. Migranci byliby przyjmowani do Stanów z otwartymi ramionami, ilość płci wzrosłaby kilkukrotnie i wprowadzono by pewnie dodatkowo podatek od tlenu w powietrzu.

Nie zamierzam usprawiedliwiać Trumpa, chcę jedynie pokazać, że wprowadził co prawda własny styl zwany trumpizmem, polegający na nieobliczalności i łamaniu wszelkich tradycji, będących ponoć bazą konserwatyzmu, to najważniejsze decyzje geopolityczne są podejmowane w niekoniecznie białym domu. Ten nieznany dom, gdzie snute są plany wojen, nazwałbym czarnym domem, ze względu na intencje stojące za tymi decyzjami. Wcale nie musi znajdować się na terenie Stanów Zjednoczonych.

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com

<Jeśli podoba Wam się to, co piszę, bardzo pomogłoby dalszemu rozpowszechnianiu tych artykułów, gdybyście je udostępniali Waszym znajomym na mediach społecznościowych.

Dodaj komentarz